źródło własne
źródło youtube
Spotykali się o 7:23 każdego dnia. Franco był wtedy w tramwaju, Gustavo jechał rowerem w tą samą stronę, stanowczo za blisko torów. Obydwoje wybierali się do pracy, której nie znosili.
Franco, 28 letni prawnik z Barcelony, miał ciemne włosy, piwne oczy i delikatny zarost. Jego starannie wyprasowana, biała koszula zakrywała masę tatuaży, które zapełniały większość jego torsu i ramion. Ukończył studia prawnicze i od razu dostał pracę w znanej kancelarii niedaleko placu katalońskiego. Wszyscy wróżyli mu świetlaną przyszłość, rodzice byli dumni z syna prawnika. U boku ojca sędziego pięknie wychodzili na zdjęciach. I nie tylko to, wszyscy w jego domu mieli ze sobą dobre kontakty. Mama wychowała go dobrze. Był dobry i skromny. Choć na pierwszy rzut oka przypominał Casanove. "Przydałay się jeszcze jakaś urocza, równie mądra dziewczyna u boku takiego mężczyzny i czego chcieć więcej!"...tak. Wiadomo, że miał też swoje sekrety.
Większość tatuaży były pamiątką z rocznego stypendium w Ameryce Łacińskiej. Pojechał tam za namową siostry, podróżniczki.
" Wyjedź i poczuj wolność jaką Ci ludzie w sobie noszą. Chłoń to."
Więc wyjechał. I chłonął tą wolność całym sobą.
Po powrocie nic nie było takiego samo. Nagle praca w kancelarii nie była już wymarzona. A koszula zapinana pod samą szyję zaczęła uwierać.
Nasz drugi bohater Gustavo miał 25 lat i był instruktorem na ściance wspinaczkowej w Climbat La Foixarda. Codziennie ćwiczył grupy w różnym wieku, począwszy od 9latków, a kończąc na zaawansowanych grupach. Tak naprawdę skłamałam mówiąc, że obydwoje nie znosili swojej pracy. Przypadek Gustavo był inny. Kochał góry i wykorzystywał każdy moment by się po nich wspinać. Był chaotyczny, żył wśród ludzi, a jednocześnie wydawał się być gdzieś daleko. Nosił ciuchy po swoich znajomych, jego cały dobytek potrafił spakować w spory plecak. Wsiadał w swojego starego vana, którego sprowadziłam mu aż z Nowej Zelandii i wyruszał po nowe doznania. Chciał zarażać innych swoją pasją. Dlatego znalazł taką pracę a nie inną. Problem tkwił w jego szefowej. 45letnia, piękna, pewna siebie, świeżo rozwiedziona Angelica darzyła wielką sympatią swojego najlepszego pracownika. Można powiedzieć, że jej podejście do Gustavo było dosyć odważne i kompletnie nie na miejscu. Proponowała mu szalone rzeczy w zamian za lepsze zarobki. Jednak on nie czuł pociągu ani do większych zarobków, ani do kobiecego ciała. Sama myśl o tym, ile razy dzisiaj będzie musiał uciekać przed konfrontacją z napaloną szefową doprowadzała go do szału. Ale kochał swoich uczniów z którymi pracował, dla nich jeszcze tam tkwił.
Tak więc spotykali się wzrokiem o 7:23. Franco siedział, jak zawsze, po prawej stronie przy oknie. Gustavo swoim rowerem doganiał tramwaj i tak jechali razem przez najbliższe 10 minut drogi. Tak naprawdę nie była to para nieznajomych. Poznali się dawno temu, w innych okolicznościach.
Po chwili tramwaj obierał lewy tor, rower Gustavo ginął gdzieś za brudną szybą, pośród innych rowerów i samochodów.
"Do zobaczenia, przyjacielu, do zobaczenia jutro..."
Bea.
Większość tatuaży były pamiątką z rocznego stypendium w Ameryce Łacińskiej. Pojechał tam za namową siostry, podróżniczki.
" Wyjedź i poczuj wolność jaką Ci ludzie w sobie noszą. Chłoń to."
Więc wyjechał. I chłonął tą wolność całym sobą.
Po powrocie nic nie było takiego samo. Nagle praca w kancelarii nie była już wymarzona. A koszula zapinana pod samą szyję zaczęła uwierać.
Nasz drugi bohater Gustavo miał 25 lat i był instruktorem na ściance wspinaczkowej w Climbat La Foixarda. Codziennie ćwiczył grupy w różnym wieku, począwszy od 9latków, a kończąc na zaawansowanych grupach. Tak naprawdę skłamałam mówiąc, że obydwoje nie znosili swojej pracy. Przypadek Gustavo był inny. Kochał góry i wykorzystywał każdy moment by się po nich wspinać. Był chaotyczny, żył wśród ludzi, a jednocześnie wydawał się być gdzieś daleko. Nosił ciuchy po swoich znajomych, jego cały dobytek potrafił spakować w spory plecak. Wsiadał w swojego starego vana, którego sprowadziłam mu aż z Nowej Zelandii i wyruszał po nowe doznania. Chciał zarażać innych swoją pasją. Dlatego znalazł taką pracę a nie inną. Problem tkwił w jego szefowej. 45letnia, piękna, pewna siebie, świeżo rozwiedziona Angelica darzyła wielką sympatią swojego najlepszego pracownika. Można powiedzieć, że jej podejście do Gustavo było dosyć odważne i kompletnie nie na miejscu. Proponowała mu szalone rzeczy w zamian za lepsze zarobki. Jednak on nie czuł pociągu ani do większych zarobków, ani do kobiecego ciała. Sama myśl o tym, ile razy dzisiaj będzie musiał uciekać przed konfrontacją z napaloną szefową doprowadzała go do szału. Ale kochał swoich uczniów z którymi pracował, dla nich jeszcze tam tkwił.
Tak więc spotykali się wzrokiem o 7:23. Franco siedział, jak zawsze, po prawej stronie przy oknie. Gustavo swoim rowerem doganiał tramwaj i tak jechali razem przez najbliższe 10 minut drogi. Tak naprawdę nie była to para nieznajomych. Poznali się dawno temu, w innych okolicznościach.
Po chwili tramwaj obierał lewy tor, rower Gustavo ginął gdzieś za brudną szybą, pośród innych rowerów i samochodów.
"Do zobaczenia, przyjacielu, do zobaczenia jutro..."
Bea.
Ya empezo
Ya desperto
Ya regreso

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz