Gdy pierwszy raz wjeżdżałam do pueblo Fantasma,
wiedziałam że nigdy nie poczuję się tutaj jak w domu. Był środek zimy, ulice mieniły się żółtym światłem latarni, były puste. Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj - stałam z jedną małą walizką pomiędzy rozkładem autobusów a zieloną budką telefoniczną, delikatnie padał śnieg. Naprzeciwko dochodziło światło z jedynej tutejszej kawiarni ,,Girasol''. Był to jedyne miejsce w tym mieście które zdawało się nie tonąć w żałobie. Gdy weszłam przywitał mnie uśmiech kobiety w rudych, włosach, które subtelnie zakręcały się na wysokości uszu, w zielono-żółtej spódnicy w słoneczniki. Poza mną w kawiarni przesiadywała jeszcze para staruszków, spoglądali na mnie podejrzanie i pomrukiwali coś do siebie. Próbowałam udać, że to po mnie spływa.
Kobieta u której wynajmowałam pokój miała ok 70 lat, była drobna lecz zawsze elegancka. Przypominała mi panią Marisol. Gdy zapytała mnie o to, czemu spośród tylu miejsc w Hiszpanii zdecydowałam się zamieszkać właśnie tutaj, powiedziałam jej że właśnie tutaj moi rodzice postanowili oddać mnie do adopcji niecałe 30 lat temu. I pragnę dowiedzieć się więcej.
Tak, dobrze przeczytałaś, moi prawdziwi rodzice pochodzą z pueblo Fantasma. Problem w tym, że dokumenty z mojej adopcji zaginęły, a razem z nimi nazwisko ludzi którzy postanowili mnie oddać i sam powód przepadł. Wiedziałam tylko że mam wujka, który również tam mieszka i zajmuje się importem używanych samochódów.
Więc kierowana swoją ponad przeciętną ciekawością i pragnieniem, by chociaż przed chwilę żyć w miejscu który powinnam nazywać domem, postanowiłam opuścić Barcelonę, małą księgarnię, panią Marisol, bliźniaków Paco i Davide i spróbować swoich sił w pueblo Fantasma, poznać historię mojej rodziny, także zapomnianą.
Jedno z moim pierwszym wspomnień z dzieciństwa, to słuchanie razem z mamą francuskich piosenek. Nie pamiętam jak wyglądała, jednak pamiętam jej głos, silny niczym ten Edith Piaf.
Bea

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz