źródło własne
Różni ludzie kupowali u mnie samochody. Słyszałam różne historie. Większość z nich kręciła się wokół zakazanego romansu, (nie)szczęśliwej miłości. Kto by się tego spodziewał? Czy nasze życia przypadkiem wokół tego się nie kręcą? Miłość wydaje się grać główną rolę na każdym jego etapie. Na początku czujemy miłość do rodziców, później do przyjaciół, później do samego siebie, na końcu może do partnera, dziecka. No dobrze, sama wiem, że kolejność często ulega zmianie. I nie mogę wypowiadać się o dwóch ostatnich punktach.
Pamiętam moją pierwszą podróż samochodem. Był ciepły wrześniowy dzień, jechałam z moją przyszywaną ciocią starym Fordem Escort. Siedziałam z tyłu, przypięta pasami. Głowę wychylałam delikatnie przez otwarte okno, tak by ciocia nie zauważyła w lusterku. Ciocia Isabel należała do kobiet dość przewrażliwionych. Zamartwiała się wszystkim. Czasem mam wrażenie że zaraziła mnie tym po drodze, jak paskudnym katarem, który utrzymuje się tygodnie i nawraca przy większym mrozie.
Nie pamiętam piosenki, która tej przejażdżce towarzyszyła, ale jeżeli miałabym ją dzisiaj wybierać, byłabym to Natalia Lafourcade.
źródło youtube
Jechaliśmy ulicami Malagi, do której ciocia lubiła zabierać mnie na krótkie wakacje. Budynki wydawały mi się większe niż w Barcelonie, a palmy dwukrotnie bardziej zielone i rozrośnięte. Wysiadłyśmy na Malaguecie. Moje stopy pierwszy raz dotknęły rozgrzanego piasku.
Nie wracam stąd ciociu.
Ale ciocia Isabell miała inne plany.
Wchodząc do wody, powiedziała mi, że pilnie musimy gdzieś jechać. Spojrzałam na nią rozczarowanym wzrokiem. Zdawała się być jeszcze bardziej nerwowa niż zwykle. Zaczęła mnie popędzać. Gdy do niej podbiegłam, szarpnęła mnie i zaprowadziła do auta.
Jechałyśmy teraz przez mniej urokliwą część miasta. Ludzie przyglądali się podejrzanie nieznanemu pojazdu w okolicy. Nagle zatrzymałyśmy się w ślepej uliczce. Ciocia zabrała ze sobą kluczyki i zabroniła mi wychodzić. Powiedziała, że za moment wróci. Gdy odwróciła się z przedniego fotela i zobaczyłam jej twarz z bliska wstrzymałam oddech. Dopiero wtedy zobaczyłam tą dzikość w jej oczach. Miała zaszklone oczy, jej twarz była blada jak ściana, gałki oczne drżały. Pomimo tego stanu, wydawała mi się szczęśliwa. Wysiadła i zdecydowanym krokiem ruszyła w kierunku zielonym drzwi. W progu ktoś już na nią czekał. Gdy weszła do środka rozpoczęła się najdłuższe 10 minut mojego życia.
Zostawiła włączone radio, załapałam się na końcówke wiadomości. Mówili coś o zamieszkach w Barcelonie.
Gdy ciocia wyszła z mieszkania znowu wyglądała na spokojną.. a przynajmniej spokojną jak na swoje standardy.
Po wszystkim wróciłyśmy na Malaguete, pozwoliła mi siedzieć na brzegu w wodzie aż do zachodu słońca.
Nie wracałyśmy nigdy w rozmowach do tamtego dnia.
Prawdą jest, że od tamtej sytuacji przestała zabierać mnie gdziekolwiek.
Piszę do teraz, 27 lat poźniej, w swoim dzienniku, siedząc na tej samej plaży. Słońce zaczyna się chować, to miejsce nadal wydaje mi się magiczne. Opuściłam Pueblo Fantasma wczoraj wieczorem. Czy jeszcze tam wrócę? Nie wiem.
Ale jedno jest pewne. Czeka mnie tu do usłyszenia dużo (nie)zapomnianych historii.
Bea



